Wpis gościnny
Czy z dwoma garniturami jesteś w stanie codziennie wyglądać inaczej? Oczywiście! Nawet z tak ograniczoną garderobą można zdziałać cuda – zresztą, spójrzcie sami, jak łatwo można zaplanować (ironicznie ;)) cały tydzień korzystając z bardzo małej ilości ubrań. Zaczynamy!

garnitur-na-miare-rzym (16)

Autor: Kamil Brycki

Poniedziałek rano. Czy tylko ja nienawidzę poniedziałków? Szybko podnoszę się z łóżka – znów prawie przegapiłem budzik – i biegnę do łazienki. W ciągu 7 minut moje włosy nabierają ładu, zęby zaczynają lśnić, dwudniowy zarost znika w magiczny sposób i w końcu znów wyglądam jak człowiek. Mam dobry czas, więc pewnie jeszcze zdążę wyprasować koszulę. O ile nie wybiorę śniadania. Muszę tylko zajrzeć do szafy i wybrać dzisiejszy strój, co nie powinno być takie trudne – rozpoczyna się nowy tydzień i mam zamiar wyglądać poważnie.

Dwa garnitury – granatowy i szary; trzy koszule – biała, błękitna i w cienki, niebieski pasek, dwie pary butów i trzy krawaty. Cóż, nie od razu Rzym zbudowano, prawda? Mimo dość ubogiej garderoby doskonale wiem, że jestem w stanie zbudować te pięć różnych zestawów na cały pracujący tydzień. Wyliczenie wszystkich możliwych kombinacji zajmuje mi tyle czasu, że prawdopodobnie jednak spóźnię się do pracy, odkładam więc to na później. Do roboty!

Na szczęście w poniedziałek nie mam ochoty na zbyt intensywne myślenie i wybieram najprostszy, najbardziej klasyczny i najbardziej elegancki zestaw, jaki się da – granatowy garnitur, białą koszulę, czarne oksfordy i zielony krawat. W brustaszy siedzi zagnieżdżona biała lniana poszetka, co bym nie musiał jej wyjątkowo długo szukać, tylko te zagniecenia na rękawach… Patrzę na zegarek i szybko podejmuję decyzję o ich rozprasowaniu. Tak jak założyłem wcześniej, muszę przez to zrezygnować ze śniadania, ale czego się nie robi dla wyglądu?

granatowy-garnitur-biala-koszula

Trzydzieści minut później już siedzę przed biurkiem i czuję się prawie jak CEO. Granatowy garnitur dodaje mi powagi, a kontrastująca biała koszula i poszetka pokazują wszystkim, gdzie ich miejsce. Słyszałem kiedyś, że nie powinno łączyć się granatu i zieleni, więc celowo złamałem tę „zasadę” – bo czemu nie? Tylko te czarne oksfordy odrobinę mnie uciskają, ale nic nie poradzę. Mogłem na początku chociaż spróbować je rozchodzić.

Wtorek traktuję już zdecydowanie spokojniej. Szybko przestawiłem się w „tryb roboczy” i wstałem jeszcze przed budzikiem. Biała koszula w praniu, decyduję się więc na koszulę w paski; granatowy garnitur miałem wczoraj, dzisiaj więc biorę szary. Wszystko perfekcyjnie rozprasowane i wypachnione, a łezka w zielonym krawacie (zawiązanym wczoraj – bez komentarza) wręcz prosi się o selfie w lustrze. Brązowe monki już na mnie czekają, dajmy oksfordom trochę odpocząć. Moim nogom też, ale to przy okazji.

szary-garnitur-koszula-w-paski

Kiedyś długo się zastanawiałem, dlaczego szary garnitur to musi być numer 2. w każdej szafie i dzisiaj znam już odpowiedź. Nie wyczytałem jej na żadnym blogu ani nie wpadłem na nią po wielu godzinach przemyśleń – kupiłem go trochę w ciemno i po prostu przyszedłem w nim do pracy. Wzrok współpracowników wynagrodził mi w zupełności jego zakup. „Tryb roboczy”, o którym wspomniałem wcześniej, świetnie opisuje ideę posiadania szarego garnituru, ale jest to „tryb roboczy” w wielkim stylu. Szary garnitur nie boi się zadań specjalnych, na co dzień zupełnie nie wyróżniając się z tłumu, i na tym polega cały jego czar. Gdybym mógł się cofnąć w czasie, i tak kupiłbym go drugi raz.

Koszula w paski pokazuje, że też jestem człowiekiem i potrafię wrzucić na luz, a fantazyjnie złożona poszetka – tym razem kolorowa wełna, płynąca z matowym krawatem jednym okrętem po szarym, wełnianym morzu, dopełnia mój zestaw. Nawet szef wchodzi do mojego gabinetu i pyta, co ja taki elegancki, jak poniedziałek był wczoraj. Ano, tak po prostu!

Środa zaczyna się naprawdę ciężko. Budzi mnie o 4 w nocy telefon, że mam jechać na delegację, bo tak. Bo jako jedyny z tego zespołu wyglądam jak człowiek. Nie zapalam światła i na oślep wyciągam ubrania z mojej szafy. Dopiero w pracy zauważam, że mam czarne buty, granatowe spodnie, szarą marynarkę, błękitną koszulę i czerwony krawat o splocie przypominającym grenadynę. Szef pyta, ile czasu wymyślałem ten zestaw, a ja nie mam serca mu powiedzieć, że skorzystałem z Pierwszego Prawa Dobrze Skomponowanej Szafy – kiedy wstajesz o 4. nad ranem i wybierasz ubrania na oślep, to wszystko do siebie pasuje. Brzmi znajomo, czyż nie?

Z szarej marynarki nigdy nie wyciągam poszetki i dzisiaj niezwykle cieszę się ze swojego lenistwa – dodaje mi szyku. Koszula w paski jest uznawana za koszulę Wilka z Wall Street, a przynajmniej tak mi powiedział sprzedawca w sklepie, i wiecie co? Uwierzyłem mu po tym, jak tylko wszedłem do sali obrad i jak zobaczyłem te pełne podziwu spojrzenia. Co prawda pomyliłem spodnie z marynarką udając, że świadomie wybrałem odwrócony zestaw koordynowany, ale nie uważam, aby miało to jakieś wyjątkowe znaczenie. W końcu najlepsze decyzje podejmuje się przez przypadek.

szara-marynarka-granatowe-spodnie

Czwartek był jednak bardziej przemyślany. Pośpiech poszedł w odstawkę, a ja znów wybrałem mój szary garnitur. Tym razem jednak błękitna koszula była w praniu, wziąłem więc białą, która przecież pasuje do wszystkiego. Gdybym mógł, miałbym w swojej szafie same białe koszule, lecz wtedy w pracy mówiliby pewnie że chodzę cały tydzień w jednej. A nawet jeśli, to przecież nie ich sprawa.

Pani w windzie, którą mam przyjemność widzieć już czwarty raz w tym tygodniu, chwali mój zestaw. Mówi, że za jej czasów wszyscy mężczyźni o siebie dbali, a dzisiaj to noszą jakieś dresy i koszulki, co to z elegancją nie mają nic wspólnego. Przytakuję, a dalszą część podróży w dół spędzamy w sartorialnej zadumie.

szary-garnitur-biala-koszula

W czwartek nie wydarzyło się nic ciekawego, przechodzę więc płynnie do piątku. W ruch poszła błękitna koszula i prawdziwy zestaw koordynowany, to jest szare spodnie i granatowa marynarka, tym razem ze zmienioną poszetką na drukowany jedwab. Biały len jest najlepszy, ale ileż można nosić tylko ten „najwłaściwszy” dodatek? Rezygnuję z krawata, bo w końcu koniec tygodnia, i pewnym krokiem wyruszam do biura. Tym razem, ku mojemu zadowoleniu, nie spotykam się z zawistnymi spojrzeniami innych współpracowników, a z pełnymi uśmiechu oczami pięknych pań. Siła elegancji, nawet tak smart-casualowej, jest po prostu nie do przecenienia. Uzupełnienie stanowią brązowe monki, które uwielbiam za ich formalno-nieformalny charakter. Gdybym miał nosić tylko jedne buty – co jest społecznie akceptowalne, w przeciwieństwie do koszul – byłyby to właśnie buty na dwie klamerki.

granatowy-garnitur-bez-krawata

A po wyjściu z pracy nie muszę nawet rozwiązywać krawata i jestem gotowy na piątkowy wieczór. Sportowa elegancja nabiera dla mnie nowego znaczenia, a ja dalej nie mogę wyjść z podziwu, że mając dwa garnitury, trzy koszule, trzy krawaty, trzy poszetki i dwie pary butów bez problemu przeszedłem przez cały tydzień. Z taką garderobą nie było to dla mnie wyzwanie, a po prostu czysta przyjemność.

Wykorzystane ubrania:
Garnitur Phoenix – teraz dostępny z rabatem 900zł!
Garnitur Onyx – teraz dostępny z rabatem 900zł!
Koszula biała półformalna
Koszula błękitna półformalna
Koszula Candy Stripe
Zielony krawat z jedwabiu
Granatowy krawat z jedwabiu
Czerwony krawat z jedwabiu
Brązowe monki – Berwick 3637
Czarne oksfordy – Loake Aldwych Black