Formuła bloga MilerSzyje przestała mi się podobać. Pokazywanie coraz to nowych ubrań szytych pod wpływem chwili i emocji jest przyjemne, ale na dłuższą metę prowadzi donikąd. Ponieważ ostatnimi czasy moje życie skupia się raczej na dążeniu do czegoś, nie odpowiada mi to w ogóle. Z tej przyczyny dzisiaj zabieram Was w nową podróż, która zaczyna się od opowieści o tym, jak zmieniłem się ja, co po tym nastąpi i jak może to na Was wpłynąć.

„MĘSKA GARDEROBA OD PODSTAW” – O czym jest ten projekt?

W skrócie – przez ostatnie dwa lata praca pochłonęła mnie tak bardzo, że znalazłem się w miejscu, w którym nikt nie chciałby być – w wadze ciężkiej. Na szczęście, przez ostatnie miesiące udało mi się wykonać powrót do korzeni i wrócić do sportu, dzięki któremu znowu jestem w formie. Problem w tym, że CAŁA MOJA GARDEROBA nadaje się obecnie do wymiany. Oto opowieść o tym, jak to się stało i w jaki sposób planuję wymienić kilkadziesiąt garniturów uszytych na miarę, robiąc to z sensem i budując przykład modelowej, uniwersalnej garderoby. Takiej, którą inspirować może się każdy facet, który chce wyglądać dobrze, ale nie chce poświęcać całego życia zdobywaniu wiedzy o ubraniach. 

Poniżej opisałem historię, która doprowadziła mnie do rozpoczęcia tego projektu. Są w niej zdjęcia pokazujące jak kręcę się na głowie i podnoszę duże ciężary. Według mnie warto ją poznać, ale jeśli interesują Cię tylko ubrania, możesz iść na skróty i kliknąć tutaj!

Zaczynamy! 

Rok 2016 był dla mnie wyjątkowy pod wieloma względami. Przede wszystkim był bardzo udany zawodowo. Wprowadziliśmy do sprzedaży garnitur Phoenix, co spotkało się z bardzo ciepłym przyjęciem naszych klientów i zatoczyło szerokie kręgi w branży – naśladują nas teraz nie tylko koledzy, z którymi zaczynałem, ale także dużo większe marki, które- obserwując Miler Menswear- dostrzegają potencjał w content marketingu i reklamie internetowej. Rok ten był dla mnie także rekordowy pod wieloma innymi względami. Sukces (jeśli pozwolicie, że tak bezwstydnie nazwę poprzedni rok dla MiMe) nigdy nie rodzi się z powietrza i musi być okupiony ciężką pracą oraz zaangażowaniem. Tak też było w moim przypadku. Poświęciłem się pracy w 100%, zapominając o bożym świecie. Rezultatem była rekordowa liczba dni spędzonych w podróży.

Zrzut ekranu 2017-03-27 o 12.07.27

Przez 71 dni poza domem w 2016 odwiedziłem 10 krajów, niektóre z nich- jak Włochy czy Francję- wielokrotnie. Prawie wszystko to w krawacie i garniturze lub przynajmniej marynarce.

Ta historia brzmi świetnie, ale niestety w tym miejscu kończy się spektakularność i cały mój zachwyt nad własnymi osiągnięciami. Niestety zachłysnąłem się trochę swoim stylem życia. Długa degustacja whisky z obfitą kolacją o jedenastej wieczorem albo 1+kg Bistecca alla Fiorentina na Pitti we Florencji z dosłownie tysiącami kalorii na talerzu, popita winem, poprawiona kawą z sernikiem i kilkoma lampkami koniaku, nie mówiąc już nawet o ciągłym degustowaniu whisky. Oto krótki „rachunek sumienia” z mojego Instagramu (tom_miler)…

To wszystko bardzo przyjemne, ale prędzej czy później za takie życie przychodzi zapłacić. Kulminacja nastąpiła w grudniu, kiedy to w obliczu normalnego dla tego miesiąca nawału pracy- w zasadzie nie jadałem w domu w ogóle i na początku stycznia przy wzroście 176 wniosłem na wagę zaledwie  … 109 kg.

Sytuacja jest dość kuriozalna, ponieważ w zasadzie nie ważyłem wiele mniej kiedy moje zdjęcia z Pitti pojawiały się w międzynarodowych magazynach modowych, a ja wielokrotnie dawałem wykłady o wizerunku. Pokazuje to, że dobre krawiectwo może zdziałać całkiem sporo, korygując sylwetkę 🙂

pi

Moja przygoda ze sportem

Mój problem nie był jednak związany z tym co myślą inni, ale z tym co myślę ja. Sport zawsze był mi bardzo bliski i ciężko trenowałem, w zasadzie odkąd pamiętam, więc prawdziwym problemem stał się dla mnie stan ograniczonej sprawności fizycznej. W zasadzie był on dla mnie niemożliwy do zaakceptowania ponieważ sport zawsze był dla mnie bardzo ważny. Jako nastolatek uprawiałem breakdance…

Później, jako student zainteresowałem się kulturystyką. Paradoksalnie, marzyłem wtedy o tym żeby ważyć więcej niż 100kg, ale nie mogłem przebić tej granicy. Studiowałem wtedy w Belgii i studencki budżet oparty niemal wyłącznie na stypendium nie pozwalał mi na kupowanie mięsa (czyli białka), które było tam kosmicznie drogie w porównaniu do cen polskich. Siłą rzeczy lwią część mojego bagażu studenckiego stanowiły mass gainery i odżywki z Polski 😛 Zabrało mnie to w obszary… No cóż, zobaczcie sami 😛

FullSizeRender2

Po studiach „potargałem” jeszcze torchę żelastwa, ale zaintersowały mnie także sporty walki. Po około rocznej przygodzie z Kung Fu w Akademii Wing Tsun, przez pięć lat trenowałem kickboxing w Akademii Ninpo pod okiem Krzysztofa Turka. Były to bardzo ciężkie treningi i choć trudno mi w to uwierzyć, nie mam żadnego zdjęcia z tego okresu. Oczywiście cały czas chodziłem na siłownię, a do tego w międzyczasie pojawiło się też bieganie. Z moimi warunkami ciężko było mi zacząć, ale w końcu rozbiegałem się jakoś i na przestrzeni 2 sezonów przebiegłem cztery półmaratony i maraton, co było dla mnie dużą frajdą.

SONY DSC

Później nadeszły zmiany… Wymyśliłem cienki portfel Manufaktura Miler, który sprzedał się w ponad 20.000 egzemplarzy, ożeniłem się i poznałem uroki życia domowego z dobrym obiadem i jeszcze lepszą kolacją oraz nawałem pracy. W końcu stanąłem w obliczu tragicznej sytuacji z pierwszego akapitu. Najbardziej bolesne było dla mnie to, że w zasadzie pamiętałem wszystkie ruchy, które moje ciało potarfiło przez lata wykonać, ale niestety jego obecna forma na to nie pozwala. No i w końcu stwierdziłem, że muszę coś z tym zrobić….

Zmiany – sport i dieta

Pomyślałem sobie, że nie wytrzymam już dalej bez sportu i muszę wrócić do jego uprawiania. Przeanalizowałem całą moją dotychczasową „karierę” treningową i doszedłem do wniosku, że nie widzę się już na siłowni. Dopuszczam ją jako trening uzupełniający, ale nigdy więcej nie chciałbym być już wielką, niesprawną górą mięśni i skupiać się wyłącznie na wyglądzie. Nie tylko mam dzisiaj światu do zaoferowania dużo więcej, ale także mam od świata i sportu dużo większe oczekiwania. Nie czułem się także gotowy na powrót do kickboxu. Wprawdzie, nawet podczas najcięższych treningów poobijany byłem sporadycznie (na twarzy, bo wszędzie indziej oczywiście cały czas, ale na tym polega cała przyjemność), ale trening sportu uderzanego w tej chwili jest dla mnie zbyt ryzykowny biorąc pod uwagę fakt, że dużą częścią mojej pracy jest mój wygląd. Poza tym, moje warunki kierują mnie jednak w stronę sportu, który zafascynował mnie w czasach treningu kickboxu, czyli jakiejś formy walki w parterze. Podoba mi się wszystko – zapasy, sambo, judo i BJJ, ale po dogłębnej analizie, uznałem że w moim wieku i z moimi predyspozycjami i ograniczeniami oraz dostępnością do wiedzy w Poznaniu, BJJ będzie najlepszym wyborem. I tak dzięki koledze (dzięki Kamil!) trafiłem do sucholeskiej sekcji klubu Barracuda BJJ, gdzie wziął się za mnie czarny pas Jakub Słuszczak podczas treningów z innymi kolegami z naszej niewielkiej, ale elitarnej grupy 😉 No więc rozkulałem się 😀
FullSizeRender-10

Równolegle, obserwując pozytywny wpływ BJJ na moje ciało oraz ograniczenia jakie narzuca mu masa ciała i brak możliwości wykonania niektórych ruchów, postanowiłem zastosować dietę. Skorzystałem z usług cateringu dietetycznego, przyjmując dietę na poziomie 2000 kcal. Był 9 stycznia, a ja trenowałem wtedy 3x tyg. Organizm zareagował natychmiast. Po 40 dniach diety byłem chudszy o 14 kg!!!  Wiem, że aż prosi się tutaj o zdjęcie typu „before/after”, ale nie leży to niestety w konwencji moich dotychczasowych dokonań dziennikarskich, więc postaram się zwizualizować to równie interesująco, ale bardziej akademicko. Oto wykres mojej masy ciała i pasa (w najszerszym miejscu tułowia – tam gdzie nosi się spodnie na szelki, a nie na pasek). W tym czasie od wtedy do teraz! 😀

Zrzut ekranu 2017-04-04 o 10.31.04
Według mnie BJJ to najbardziej realna ze sztuk walki, które można trenować bez narażenia na bardzo ciężkie urazy. W użyciu stanowi bardzo duże zagrożenie dla przeciwnika, ale w treningu nie wymaga dużego ryzykowania. Bardzo mnie to wciągnęło, a ponieważ miałem już wcześniejsze doświadczenia z grapplingiem w Akademii Ninpo, postanowiłem wystartować w zawodach. Los chciał, że były to mistrostwa polski No-Gi gdzie startowało łącznie ponad 1000 zawodników włączając w to również nazwiska z takiej federacji jak KSW. Zacząłem wtedy trenoważ 6x w tygodniu odwiedzając również wildecką sekcję Barracudy gdzie ćwiczyłem pod okiem Sławomira Barczaka.

Niestety na zawodach nie udało mi się pokonać wylosowanego przeciwnika i po remisie na punkty odpadłem decyzją sędziów (walka do obejrzenia tutaj). Jakby tego było mało, pojechałem potem na narty do Austrii i poniosłem drugą porażkę – tym razem z urokliwym stokiem o nazwie Harakiri, który zbyt niskie umiejętności narciarskie ukarał naderwaniem więzadła kolanowego. Musiałem zatem odwiesić gi do szafy i na kilka tygodni zapomnieć o BJJ. Obecnie widzę już koniec rehabilitacji kolana i mam nadzieję, że lada moment wracam do gry na pełnych obrotach 😀 Pomimo kontuzji,  „trzymam michę” i cały czas trenuję wszystkim, czym mogę ruszać, więc mam całkiem niezłą formę (co nie oznacza, że nie mogę jej mocno poprawić) 😀

Tomasz Miler fitness

Co dalej?

Zatem stoję tu, waga pokazuje 92 kg, w pasie zgubiłem już 11 cm i z żalem stwierdzam, że w zasadzie cała moja garderoba nadaje się do wymiany. Mówię o wszystkim jedwabnej marynarce z Paryża, pomarańczowej marynarce Holland & Sherry na 6 guzików, power suicie z flaneli w prążek i nawet mojej ukochanej marynarce klubowej z mosiężnymi guzikami … a także wszystkich innych opisanych przez lata na MilerSzyje.pl. To bardzo bolesne, ALE niestety z większością rzeczy nie da się już nic zrobić – garnitur na miarę bez problemu przyjmuje wahnięcia na poziomie +-5kg, ale nie 17… Jakaś nadzieja jest tylko dla marynarek z nakładanymi kieszeniami. Marynarki z ciętymi kieszeniami oraz spodnie to ubrania, których nie da się wciągnąć tak mocno, więc muszą zejść na boczny tor i powiem szczerze, że choć niektóre z nich są naprawdę cudowne, to mam nadzieję, że już nigdy więcej ich nie założę.

MĘSKA GARDEROBA OD PODSTAW – CAŁOROCZNY PROJEKT

Postanowiłem zatem, że zabiorę Was w nową podróż. Zamiast opisywać przypadkowe i często zbyt wyszukane ubrania będące wynikiem moich zachcianek, w 18 postach opublikowanych do końca tego roku przedstawię sposób na zbudowanie garderoby z sensem, która może stanowić inspirację dla każdego faceta! 

Projekt ten będzie publiczny ponieważ dostrzegam w nim szereg faktycznych korzyści dla czytelników MilerSzyje.pl – oto one:

  1. Poznanie zasad budowania kompaktowej i uniwersalnej garderoby
  2. Nie chcę zbyt wielu ubrań. Po co mi to? Etap zachłyśnięcia się obfitością mam już za sobą. Moja garderoba to wręcz książkowy przykład działania zasady Pareto (80/20) – to fakt, że 20% moich ubrań noszę przez 80% czasu. Chciałbym skupić się na tych 20% i maksymalnie dobrze je wykorzystywać bez niepotrzebnego powiększania garderoby.

  3. Możliwość oparcia się o moje doświadczenie użytkownika
  4. Nie jestem ubraniowym nowicjuszem. Szyjąc garnitury przez wiele lat, popełniłem już większość błędów osoby początkującej. Nie chcę pokazać, jak zbudować przypadkową garderobę. Chcę pokazać jak stworzyć maksymalnie użytkowy zestaw ubrań szerokim łukiem, omijając pokusy osoby początkującej. Jeśli jakieś ubranie jest ładne, ale wiem z doświadczenia, że nie będę go nosić – skreślam je z listy ubrań w mojej szafie.

  5. Możliwość skorzystania z wiedzy insidera z branży
  6. Być może zabrzmi to nieskromnie, ale znam się na ubraniach. Prowadzę całkiem sporą markę odzieżową, która puka już do drzwi wagi średniej. Praktycznie codziennie kupuję w dużych ilościach wełny, bawełny, jedwabie, wkłady odzieżowe i dodatki, a następnie rozmawiam na ich temat z najlepszymi technologami produkcji w kraju. Od kogo dowiesz się na ten temat więcej?

  7. Możliwość poznania faktycznych różnic dzielących światy RTW, MTM i bespoke
  8. Każdy wie, że ubrania na miarę są najlepsze. Niewiele osób mówi jednak o nich szczegółowo. A ja tak. Zestaw ubrań, który przygotuję przez najbliższy rok będzie mieszanką ubrań RTW, MTM i bespoke w najlepszym wydaniu, opisany w sposób maksymalnie szczegółowy.

Mając to wszystko na uwadze przygotowałem następujący plan, który mam zamiar zrealizować do końca roku. W miarę rozwoju całego projektu poniższe tytuły będą prowadzić do konkretnych artykułów.

  1. Kwiecień 1
    Ubrania po godzinach – marynarka casualowa i chino 
  2. Kwiecień 2
    W pracy na luzie: Blezer z wełny Escorial i nowy szablon spodni na szelki
  3. Maj 1
    Daily business 1 – granatowy garnitur 
  4. Maj 2
    Daily business 2 – grafitowy garnitur
  5. Maj 3
    Aktywny weekend – Marynarka casualowa w kratę i chino
  6. Czerwiec 1
    Wyglądać dobrze latem – beżowa marynarka casualowa
  7. Czerwiec 2
    Biuro latem – garnitur biznesowy bez podszewki
  8. Lipiec 1
    Marynarka klubowa – ubranie dla odważnych
  9. Lipiec 2
    Biznes latem – garnitur z kid mohair
  10. Sierpień 1
    Weekend latem na luzie – lniana marynarka
  11. Sierpień 2
    Kiedy jest chłodno, ale nie zimno – trencz bespoke
  12. Wrzesień 1
    Progresywna elegancja – dwurzędowa marynarka sportowa 
  13. Wrzesień 2
    Biuro jesienią i zimą – MTM Garnitur z flaneli
  14. Październik 1
    Brytyjski styl – marynarka tweedowa
  15. Październik 2
    Kiedy jest naprawdę zimno – Granatowy Chesterfield
  16. Listopad 1
    Biznes z najlepszymi – dwurzędowy granatowy garnitur
  17. Listopad 2
    Sportowa elegancja jesienią – szara marynarka
  18. Grudzień 1
    Płaszcz dla najlepszych – Polo Coat 
  19. Grudzień 2
    Sylwester z klasą – jedwabny smoking

 

I to nie wszystko… 

Jest dla mnie jasne, że atrakcyjny wygląd wynika nie tylko z tego co na siebie założysz, ale także z tego jak wyglądasz.

Dobra wiadomość jest taka, że nawet jeśli nie możemy być idealni, zawsze możemy być lepsi niż teraz. Nie chcę zabrzmieć jak jakiś podrzędny coach, który tanimi obietnicami i sloganami kusi lepszym życiem. Po prostu uznałem, że czas wziąć się za siebie, więc przestaję robić tylko to co łatwe – będąc właścicielem marki ubraniowej łatwo jest mieć dużo ubrań. Zaczynam robić to co trudne, czyli podejmuję wyrzeczenia i wysiłkiem dążę do zbudowania lepszej wersji siebie. Postanowiłem zatem, że oprócz planu garderobianego wytyczę sobie także cele sportowe, które pomogą mi dobrze wyglądać 😀 Cele te są oczywiście amatorskie, a więc niezbyt wygórowane. Nie oznacza to jednak, że są proste. Oto co postanowiłem:

Redukcja do stabilnej masy 90 kg + 12% BF  oraz start w jeszcze 4 imprezach BJJ/grappling do końca 2017.

Zapraszam Was zatem na dziewięciomiesięczną opowieść o ubraniach i o zmianach, podczas której wspólnie wyciągniemy szereg wniosków, dotyczących tego jak się ubierać tak, aby czerpać z tego przyjemność, wyglądać świetnie i jednocześnie prowadzić normalne i aktywne życie 😀 Wchodzicie w to?!?