Tomasz Miler w trzyczęściowym garniturze

Fot. K. Łukowicz

Spotykam się dzisiaj z klientem, który będzie szyć ze mną garnitur bespoke. Właściwie to z klientami, bo na spotkaniu będzie też jego żona. Choć nie jest to regułą, lubię wyglądać na takich spotkaniach dość formalnie. Mój najnowszy garnitur nada się do tego celu doskonale!

Czarne wiedenki

Nie jestem wysokim facetem, ale zawsze chciałem sprawdzić jak to jest nosić marynarkę na trzy guziki. Pokusiłem się tez o kilka innych nietypowych rozwiązań, które niekoniecznie są zgodne z tym, co popularni autorzy napisali w swoich książkach o elegancji.

Z moim garniturem ładnie połączą się czarne wiedenki. Tym razem zakładam buty marki Loake. Oczywiście w każdej parze moich butów mieszkają cedrowe prawidła! Więcej o konserwacji obuwia dowiecie się tutaj.

Kiedy kupiłem te buty, byłem nimi zachwycony, jednak im dłużej je noszę, tym bardziej opada mój entuzjazm. Opinię tę podziela także mój kolega Filip, który prowadzi ciekawego bloga o wyrobach skórzanych. Formalność mojego zestawu jest nieco pozorna, więc od zrezygnowałem z czarnych skarpet na rzecz bordowych Happy Socks z mojego sklepu.

Fot. K. Łukowicz

Spodnie na szelki

Każda para spodni z szelkami jest trochę inna, co wymaga dostosowania długości szelek. Przekrój moich klientów pokazuje, że niewielu mężczyzn jest dzisiaj gotowych na spodnie z szelkami (a szkoda!). Niedawno pokazałem na forum BWB (które bardzo polecam) jaki krój spodni ostatnio preferuję i niektórym forumowiczom ugięły się nogi. No cóż, taki fason spodni wymaga odrobiny odwagi od noszącego, ale w mojej ocenie przełamanie się jest bardzo korzystne dla wielu typów sylwetki. Zaletą spodni z szelkami, której nie pozna nikt, kto nie miał ich na sobie, jest to, że nigdy nie opadają. O ile bardzo szczupli faceci nie mają z tym problemu, jest wielu Panów, którzy zaczynają dzień ze spodniami łamiącymi się jeden raz nad butem, a kończą… no właśnie.

Tomasz Miler zakłada szelki

Fot. K. Łukowicz

Od czasu kiedy uszyłem swoje pierwsze spodnie na szelki, zakochałem się w nich tak bardzo, że nie zamawiam już innych. Przy każdym nowym projekcie dyskutuję z krawcami o tym, jak można poprawiać ich krój i konstrukcję. Tym razem wybrałem najbardziej „dziadkowy” krój spodni ze wszystkich – spodnie pod sam pępek z dwiema zakładkami! Lubię być ze sobą szczery – nie mam talii osy. Piękne flat-fronty, które poleciłem ostatnio Łukaszowi, na mnie wygniotłyby się w kilka godzin! Trzeba jednak coś wyjaśnić. Nie uważam, że dla wygody poświęcam wygląd! Wprost przeciwnie 😀

W tym wypadku pokusiłem się o guziki, które zarówno z tyłu jak i z przodu naszyto od zewnątrz.

szelki - detale

Fot. K. Łukowicz

Zauważyłem, że guziki wszyte od wewnątrz na lędźwiach przeszkadzają trochę podczas długiej jazdy samochodem. Mam nadzieję, że naszycie ich od zewnątrz rozwiąże ten problem.

Tomasz Miler w białej koszuli, szelkach i ciemnych spodniach - od tyłu

Fot. K. Łukowicz

Koszula

Tomasz Miler w białej koszuli i spodniach na szelki

Fot. K. Łukowicz

Na powyższych dwóch zdjęciach widać też bardzo dokładnie, jak wygląda koszula na miarę. Niestety nie mam sylwetki ani aparycji, która pozwoliłaby ukazać ją z pełnym efektem „wow”. Mimo to widać dobrze, jak korzystnie wpływa dobranie obwodu talii, szerokości ramion, długości rękawów, obwodu mankietów i kształtu kołnierza.

Zdjęcie z tyłu zdradza też tajemnice kroju, który stosuję. Mam duże ramiona i barki, więc dokładam zakładkę, żeby zapewnić im komfort. Mam też dość duże wcięcie w talii, do którego dopasowuję koszulę, wybierając zaszewki na wysokości lędźwi. Warto dodać, że koszulę pokazałem w taki sposób, jak wygląda w rzeczywistości. Żadnych szpilek ani Photoshopa!

Krawat

Lubię ostatnio krawaty, które z daleka wyglądają inaczej niż z bliska. Tak samo jest i tutaj. Mój zestaw z daleka może wydawać się monochromatyczny, ale z bliska wrażeniu temu przeciwstawiają się zarówno granatowo-miedziana faktura krawata, jak i drobna, ale wyraźna jodełka na tkaninie, z której wykonano garnitur.

Nie robię wielkiego rytuału z wiązania krawata, ale nie zapominam o tym, że jest to czynność, która wymaga uwagi. Każdy stały czytelnik pamięta, że wiem, jak wiązać krawat i zdecydowanie najchętniej wybieram węzeł four in hand. Jego architektura jest banalna. Problem w tym, że gdybym chciał opisać, jak go wiążę, musiałbym przygotować wpis na Milerszyje.pl o długości kilku kilometrów. Na razie musicie zadowolić się kilkoma momentami uchwyconymi na fotografiach Kasi Łukowicz.

Tomasz Miler wiąże krawat

Fot. K. Łukowicz

 Kamizelka

Tym razem również odbiegłem od standardów, sprawiając sobie kamizelkę z wyłogami. Prawdę mówiąc, nie ma w tym większej filozofii. Po prostu chciałem zobaczyć, jak będzie to na mnie wyglądać.

Tomasz Miler w kamizelce z szerokimi wyłogami

Fot. K. Łukowicz

Wysokość jej rozcięcia dobrałem tak, aby wytyczała mniej więcej połowę odcinka między górnym guzikiem marynarki a kołnierzykiem koszuli. Ponieważ klapy kamizelki pięknie rolują się na zewnątrz, mogę też pozostawić rozpięty jej górny guzik, aby pokazać więcej krawata (jak na zdjęciu powyżej). Na poniższym zdjęciu widać też guziki z rogu bawolego, które są nieco jaśniejsze niż marynarka, aby odznaczać się na jej tle.

zbliżenie na krawat

Fot. K. Łukowicz

Marynarka

Teraz czas na marynarkę. O zgrozo, aż boję się pomyśleć, jak niektórzy zareagują na brak rozporka w połączeniu ze skośnymi kieszeniami i wełną w jodełkę!

Poprosiłem, aby marynarka miała bardzo delikatnie wypełnione ramiona. W tej chwili nie jestem wielkim fanem włoskiej elegancji (chociaż podoba mi się na ludziach, do których taki styl pasuje), ale z uwagi na budowę moich ramion, które nie potrzebują podbijania, najprawdopodobniej będę szedł w stronę minimalnych wypełnień oddających naturalny kształt ramion.

Tomasz Miler w marynarce - widok z tyłu

Fot. K. Łukowicz

Marynarka miała na początku rozporek, ale wyglądała z nim gorzej. Bez mrugnięcia okiem poprosiłem o jego zaszycie. Szczerze mówiąc, to marynarka bez rozporka jest nieznacznie mniej komfortowa przy siadaniu, a także przy sięganiu do kieszeni. Trzeba jednak zdać sobie sprawę z faktu, że absolutnej perfekcji od krawiectwa miarowego oczekiwać mogą wyłącznie osoby, które nie mają o nim pojęcia. Tak naprawdę jest to złożony dialog między krawcem a zamawiającym, którego efekty zawsze obarczone są pewnym ryzykiem. Warto zdawać sobie z tego sprawę.

wnętrze marynarki z kwiatową podszewką

Fot. K. Łukowicz

Najpierw kupiłem do tej marynarki czerwoną podszewkę, ale później doszedłem do wniosku, że nie pasuje zbyt dobrze i zdecydowałem się na podszewkę, którą zapewniła pracownia. W środku marynarki są cztery pasplowane kieszenie, które mam także w innej marynarce z tej pracowni. Z doświadczenia wiem już, że będę korzystać wyłącznie z dwóch największych.

Filozoficznie

Wierzę, że by znaleźć swój styl, trzeba mieć odwagę eksperymentować. Sztywne zasady elegancji stworzono w zupełnie innej rzeczywistości dziesiątki, a nawet setki lat temu. Niektórzy ludzie bez pomysłu na siebie przestrzegają ich ślepo, ponieważ to jedyne, na co ich stać. Nie przeszkadza mi to w ogóle, o ile nie próbują zmusić innych do tego, żeby również byli ograniczeni. Według mnie prawdziwy styl mają wyłącznie mężczyźni, którzy czują się i wyglądają swobodnie w swoich ubraniach. Nie ważne, czy mają na sobie trzyczęściowy garnitur, chinosy, knit i marynarkę, czy trampki i T-shirt! Dlatego nie słuchajcie krytyków i malkontentów. Po prostu bądźcie sobą i wyglądajcie wspaniale!

Gotowe!

Teraz jestem już gotowy na spotkanie. Mój klient dowie się dzisiaj dużo o garniturach a wiele elementów, o których będziemy dyskutować pokażę mu na przykładzie garnituru, który mam na sobie.

trzyczęściowy garnitur na Tomaszu Milerze

Fot. K. Łukowicz

Co na metkach?

Garnitur: szyty na miarę

Koszula: Gentleman’s Choice

Krawat: Gentleman’s Choice

Skarpety: Happy Socks

Buty: Loake

Zapisz