Dyrygent to bardzo rzadki zawód. Co trzeba zrobić lub kim trzeba być, żeby go wykonywać?

Oczywiście trzeba zdobyć wyższe wykształcenie muzyczne. Studia trwają pięć lat i są bardzo specyficzne, ponieważ żadnej uczelni na świecie nie stać na to, by student miał na zajęciach dostęp do swojego instrumentu – orkiestry. W Polsce studenci dyrygentury ćwiczą z dwoma pianistami grającymi utwory symfoniczne na cztery ręce i już to sprawia, że nauka jest niewiarygodnie droga, ponieważ na jednego ucznia przypada trzech pedagogów – dwóch pianistów i profesor. A jest to i tak nauka w dużej mierze teoretyczna. Faktyczne doświadczenie zdobywa się dopiero wykonując zawód dyrygenta w rzeczywistości. Oprócz pewnej dozy stanowczości, jaką musi posiadać dyrygent, musi on także wiedzieć o utworze przynajmniej tyle, co każdy inny członek orkiestry. Nie może przecież być takiej sytuacji, że jestem przygotowany gorzej niż inni muzycy.

Pana praca nie polega chyba wyłącznie na trzymaniu batuty w ręce. Co robi dyrygent w pracy kiedy nie dyryguje?

Moja praca rozpoczyna się długo przed koncertem. Dyrygent na początku musi dokładnie przeanalizować partyturę i rozebrać utwór na najdrobniejsze elementy.  W ten sposób wnika w proces twórczy kompozytora i dogłębnie poznaje dzieło. Opowiedzenie o tym zajęło mi kilkanaście sekund, ale nauka 40 minutowej symfonii może trwać tygodnie. Gdy dyrygent jest już przygotowany i wie, jak ma brzmieć utwór –  zaczynają się próby z orkiestrą i przygotowania do koncertu. Na tym etapie trzeba przekonać muzyków do swojej wizji i dopracować wykonanie. To, co dzieje się na scenie, to już głównie efekt pracy jaką wykonało się wcześniej, chociaż oczywiście ktoś musi czuwać nad przebiegiem koncertu.

frak-szyty-na-miare-filharmonia-10

Czy orkiestra mogłaby zagrać koncert bez dyrygenta?

I tak, i nie. Kiedyś funkcja dyrygenta w ogóle nie istniała, pojawiła się dopiero w XIX wieku. Wcześniej kompozytorzy tworzyli rytmiczne utwory o stałym tempie, które nie sprawiały większej trudności w wykonaniu. Jednak muzyka XIX, XX i początku XXI wieku ma bardziej skomplikowaną formę i pojawia się w niej wiele modulacji frazy, przyspieszeń czy fluktuacji i bez dyrygenta orkiestra nie mogłaby wykonać utworu równo. Dyrygent jest potrzebny, by nadzorować cały przebieg dzieła oraz wskazywać tempo –  bez niego każdy muzyk grałby nieco inaczej i utwór nie byłby spójny.

Czy zatem ta sama orkiestra pod batutami różnych dyrygentów zabrzmi zupełnie inaczej?

W tym wypadku dobrą analogią będą wokaliści. Jeżeli trzech różnych śpiewaków otrzyma ten sam tekst i nuty, to – mimo jednakowego zapisu każdy wykona utwór nieco inaczej. Tak samo jest z dyrygowaniem. Tutaj wiele zależy od tego, jak dyrygent czuje tempo lub jak fraza układa mu się w głowie. Wystarczy posłuchać tej samej kompozycji pod batutą na przykład Bernsteina i Karajana. Wykonania mogą różnić się długością nawet o kilka minut! Dla słuchacza różnica nie będzie nigdy kolosalna w końcu mamy partyturę, która jest szkieletem – ale utwory będą się różniły w ogólnym widzeniu formy i w zarysie. Powiem więcej: to samo dzieło w wykonaniu tej samej orkiestry pod batutą tego samego dyrygenta też będzie za każdym razem nieco inne, bo na całość składa się bardzo wiele elementów, jak na przykład chociażby samopoczucie poszczególnych muzyków. I tutaj również potrzebny jest dyrygent, by zadbać o spójność i starać się wzbudzić podobne, jednorodne emocje.

frak-szyty-na-miare-filharmonia-9

Czy przy takiej dozie indywidualności w tym zawodzie są jacyś dyrygenci, których mógłby Pan określić mianem idola?

Oczywiście! Uważam, że każdy powinien mieć idoli. W końcu od kogoś trzeba się uczyć! Dla mnie idolem jest niestety nieżyjący już Carlos Kleiber. Staram się wdrażać jego metody, polegające na pozostawieniu pewnej dozy wolności muzykowi, który ma realny wpływ na kształt utworu, przez co czuje się za niego współodpowiedzialny i wie, że jego inwencja i kreatywność są ważne. Oczywiście artysta nie może wyjść poza pewne ramy, które sprawiają, że całość jest spójna, ale jeżeli w tej relacji wystąpi obopólne zrozumienie – przynosi ona wiele satysfakcji.

Czy podczas koncertów filharmonii zdarzają się wpadki?

Problemem dyrygenta może być np. utrata batuty. Osobiście miałem jeden wypadek w teatralnym orkiestronie:  w trakcie dyrygowania batuta zahaczyła o pulpit i wypadła mi z ręki dostając takiego przyspieszenia, że przeleciała przez cały kanał i wylądowała na scenie. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Jeżeli chodzi o muzyków to czasem bywa, że na scenie, w trakcie koncertu pęka struna. Jeśli zdarzy się to koncertmistrzowi (czyli pierwszemu skrzypkowi) to obowiązkiem siedzącej z nim przy pulpicie osoby jest natychmiastowe zaofiarowanie własnego instrumentu.

frak-szyty-na-miare-filharmonia-11

Orkiestra, z którą Pan pracuje, liczy około osiemdziesięciu muzyków. Przy takiej liczbie osób nie ma możliwości, aby wszystkie kwestie rozwiązywane były jednogłośnie. Czy w orkiestrze pojawiają się konflikty i czy mają one wpływ na muzykę?

Nie wymagam od muzyków, by spędzali razem swój wolny czas lub zapraszali się na kolacje. Po prostu muszą współpracować po to, by móc zagrać na odpowiednim poziomie. Jasne, że nie wszyscy darzą się równą sympatią, ale jest to naturalne w tak dużym zespole. Zwłaszcza, że muzycy to zwykle dosyć silne osobowości. Na szczęście na scenie ewentualne konflikty nie mają już znaczenia i wszyscy dbają o dobre brzmienie wykonywanego utworu.

frak-szyty-namiare-1

Czy podczas koncertu czuje Pan pewną władzę nad emocjami widowni?

Każdy muzyk, gdy dojrzewa i staje się prawdziwym artystą, zyskuje zdolność poruszania ludzkich emocji. Dzięki opanowaniu, okiełznaniu swojego instrumentu (czy zmultiplikowanego instrumentu, czyli całej orkiestry – w przypadku dyrygenta) ma on także techniczne możliwości, by to zrobić. Wiele jednak zależy od tego, czy jego wnętrze pozwala na dotarcie do publiczności. Każdy, kto zaczyna pracę z muzyką ma w sobie przynajmniej szczyptę artyzmu. Przez lata ćwiczeń dochodzi się do coraz większej doskonałości i te wrota strzegące ludzkich emocji otwierają się coraz szerzej. To wspaniałe uczucie.

frak-szyty-namiare-3

Kto dziś jest publicznością filharmonii? Czy młodzież tez zasiada na widowni?

Staramy się przyciągnąć jak najwięcej młodej publiczności, ale średnia wieku na widowni  zwykle oscyluje wokół pięćdziesięciu lat. Uważam, że muzyka jest i będzie dla młodych ludzi, ale musimy im ją zaoferować w takiej formie, jakiej oczekują. Planujemy cykl koncertów „Music of the night” – które grać będziemy wieczorem, tak aby młodzi dorośli, zapracowani ludzie sukcesu również mogli znaleźć z naszej ofercie wydarzenia będące odpowiedzią na ich potrzeby. Staramy się dotrzeć do młodych ludzi ich drogami. Dzisiaj nie wystarczy wydrukować plakatu i go powiesić, żeby ludzie przyszli na koncert. W promocję trzeba włożyć więcej wysiłku, dlatego troszczymy się także o nasz wizerunek w mediach społecznościowych.

https://www.facebook.com/filharmoniaopolska

 

W co ubierają się ludzie przychodzący na koncerty?

Kiedyś nie do pomyślenia byłoby przyjść do opery czy teatru w ubraniu innym niż garnitur wizytowy lub smoking, czy suknia wieczorowa w wypadku kobiet. Dziś, wieczorowa suknia powoli zaczyna być rzadkością; mężczyźni co prawda wkładają jeszcze garnitury, ale nikogo już nie dziwą jeansy czy t-shirt w filharmonii. Uważam, że to zły kierunek, ponieważ od muzyków wymagamy, by ich ubiór był nienaganny i schludny i dobrze by było, gdyby widownię też to obowiązywało.

frak-szyty-na-miare-filharmonia-6

Czy w tej sytuacji frak, będący zwyczajowym ubraniem dyrygenta, również może odejść w niepamięć?

Frak jest naszym tradycyjnym ubraniem roboczym, jednak wielu znakomitych dyrygentów nie prowadzi koncertów we fraku. Bardzo często występują w garniturach albo w ostatnio modnych uniformach pozbawionych kołnierza i wyłogów. Może ze względu na to, że uważają frak za przesadnie formalny? Albo nudny i sztampowy? Ja się z tym nie zgadzam i uważam, że publiczność płaci za bilet nie tylko po ty by posłuchać muzyki, ale też żeby przenieść się do innego świata, gdzie eleganckie i doskonałe jest wszystko – nie tylko dźwięki.

Ruchy dyrygentów wypełnione są olbrzymią dawką ekspresji. Czy są to ruchy uniwersalne i czy dyrygent może kierować orkiestrą nie znając tego samego języka co muzycy?

Technika dyrygowania jest uniwersalna na całym świecie. Są schematy, których się uczymy i są one zrozumiałe pod każdą szerokością geograficzną. Do każdego metrum jest odpowiedni schemat i na samym początku nauki dyrygent musi się ich wszystkich nauczyć. Zresztą są przecież międzynarodowe konkursy dyrygenckie, gdzie np. dyrygent z Węgier prowadzi wenezuelską orkiestrę.

Czy muzykę symfoniczną potrafi docenić każdy? Może potrzeba specjalnych kompetencji, aby czerpać z niej pełną przyjemność?

By czerpać czystą radość ze słuchania, nie trzeba żadnego przygotowania, ale muzyka XX wieku wymaga lekko wyczulonego ucha. Z kolei utwory romantyczne czy barokowe nie są z reguły skomplikowane w odbiorze i bez problemu możemy zanurzyć się w tych dźwiękach. W muzyce klasycznej fantastyczne jest to, że daje bardzo wiele możliwości wchodzenia głębiej – znajomość i zrozumienie tego, co się słyszy otwiera nowe horyzonty. Możemy słuchać utworów jako muzyki absolutnej, ponieważ przyjemnie brzmi, ale dzięki formalnej znajomości struktury utworu możemy go bardziej docenić.

frak-szyty-namiare-2

Skoro jesteśmy już na sali koncertowej, to jak to jest z klaskaniem podczas koncertów? Publiczność powinna klaskać po każdym utworze czy tylko na sam koniec?

No tak, to ciekawy temat i z pewnością wart poruszenia. Zwykle grywa się utwory wieloczęściowe i to są części wyraźnie od siebie oddzielone stanowiące odmienne światy muzyczne. Nawet jeżeli podczas zapowiedzi przed koncertem powie się, że prosimy klaskać dopiero na końcu utworu, to i tak zdarzają się wpadki. Na zachodzie raczej nie pojawia się ten problem, a u nas – nawet w dużych miastach –  dyrygent czasem musi uciszyć widownię . W miejscach gdzie niedawno powstała filharmonia trzeba publiczność trochę wyedukować w kwestii zachowywania się i nie ma w tym nic dziwnego. Moja rada jest taka: jeżeli ktoś jest początkującym melomanem to lepiej rozejrzeć się dookoła i poczekać aż dyrygent obróci się w kierunku publiczności i ukłoni, niż wyrywać się i inicjować spontaniczne wybuchy aplauzu.

W filharmonii zwykle obcuje Pan z muzyką klasyczną? Czego słucha Pan w czasie wolnym?

W większości to jednak muzyka klasyczna, a jeżeli nie klasyczna to raczej spokojne rzeczy. Nie mam w sobie ukrytej drugiej natury i od razu po koncercie nie włączam na przykład Iron Maiden. Są to raczej Turnau i Stare Dobre Małżeństwo – muzyka, która pomaga mi się wyciszyć.

A co z muzyką rozrywkową? Człowiek z wykształceniem muzycznym jest ją w stanie docenić?

Nie można i nie wolno generalizować. Niektórzy artyści tworzący muzykę rozrywkową są po prostu profesjonalistami, którzy postanowili nadać rozrywce jakość, doskonale się przy tym bawiąc. Na przykład Zbigniew Wodecki – wykształcony muzyk po studiach, który jest po prostu świetny w tym, co robi. Przestrzegałbym jednak przed wrzucaniem do jednego worka takich profesjonalistów z gwiazdkami jednego sezonu, których muzyka powstaje na samplerze.

frak-szyty-namiare-4

Czy dyrygent również ma oddane grono fanów?

Ja się jeszcze nie dorobiłem (śmiech), ale są świetni dyrygenci, którzy mają swoich oddanych fanów. Kiedyś, gdy nie było Internetu i nagrań, żeby przekonać się na własne uszy, czy ktoś jest naprawdę tak dobry, jak wszyscy mówią, czasem trzeba było jechać na drugi koniec świata. Teraz w kilka sekund możemy odsłuchać dowolne nagranie. Są w dzisiejszych czasach dyrygenci, których można by nazwać nawet celebrytami. Myślę że doskonałym przykładem jest wenezuelski dyrygent Gustavo Dudamel, kierownik muzyczny filharmonii w Los Angeles. Jest on bardzo żywiołowym człowiekiem, z kipiącą ekspresją, która porusza wielu ludzi.

W zeszłym roku został Pan najmłodszym dyrektorem Filharmonii w Polsce. Czego teraz możemy Panu życzyć?

Chyba najważniejszego. Żebym zawsze – jako dyrektor – grał z moim zespołem razem. Tę samą muzykę. Do jednej bramki.

frak-szyty-na-miare-uklon