Po ostatnim poście z ubraniami weekendowymi czas na powrót do pracy. Każdy wie, że granatowy garnitur to numer jeden w męskiej garderobie. Problem jednak w tym, że czasem każdy ma ochotę na jakieś urozmaicenie. Wtedy do gry wkraczają wzory 🙂  

Już dawno zauważyłem, że moja elegancja dojrzewa wraz ze mną. Era „bażantowania”, charakterystyczna dla początkujących entuzjastów elegancji, minęła mi już dawno. Później nastąpił kolejny etap, który nazwałbym „znam się na tym”. Poznałem zasady męskiej elegancji, wiedziałem co można, a czego nie można i chętnie je eksplorowałem. Jednak jakiś czas temu odkryłem w sobie niezwykłe przekonanie, które opisałbym tak: „to, że mogę coś założyć i wiem jak to nosić, nie oznacza, że muszę to robić…”. Wygląda na to, że to moja własna ścieżka do zrozumienia sławnych słów Toma Waitsa „A gentleman is someone who can play the accordion, but doesn’t”. Nie oznacza to wcale, że w mojej „Męskiej Garderobie Od Podstaw” mają panować nudy. Bynajmniej! Po prostu chcę „krzyczeć po cichu”, wybierając charakterystyczne ubrania ostrożnie i w sposób wyważony. Dzisiaj chciałbym zaproponować Wam możliwość urozmaicenia swojej garderoby biznesowej. Mamy już w szafie klasyczny granatowy garnitur, czas na coś bardziej odważnego. Świetnym sposobem na przepędzenie nudy jest garnitur w kratę windowpane.

IMG_6797

Windowpane to krata, która bierze swoją nazwę z faktu, że przypomina wiele szyb okiennych zestawionych ze sobą. Jest to wzór bardzo silnie umocowany w klasycznej męskiej elegancji, co obok świeżości nadaje mu także pewien wydźwięk klasyczny. Najsławniejszymi miłośnikami „windowpejnów” byli Książę Windsoru oraz Clark Gable. Swoją drogą, jak oceniacie długość krawata na zdjęciu po lewej? 🙂

IMG_7850

Ci Panowie to jednak ikony męskiej elegancji noszące ubrania również po to, żeby przykuwać nimi uwagę. W warunkach bardziej „przyżyciowych” jestem przeciwny budowaniu podstaw garderoby w oparciu o ubrania zbyt charakterystyczne. Dlatego preferuję kratę windowpane o bardzo szczególnych właściwościach, nieco innych niż te noszone wiele dziesięcioleci temu przez klasyków. Lubię kiedy krata ta jest na tyle subtelna, że z bliska widać ją bardzo dobrze, ale z daleka tylko momentami. Dzięki temu, możliwe jest czerpanie przyjemności z noszenia wzoru, bez konieczności obawiania się o to, że „optycznie” dodaje on objętości, co często postrzegane jest przez niewprawionych elegantów jako przekleństwo krat.

IMG_6865

Projektując ten garnitur dla Miler Menswear, chciałem żeby był spokojny, ale jednak miał pewne elementy wyróżniające go z tłumu, które wprawione oko dostrzeże. Przede wszystkim marynarka ma klapy frakowe i jest oparta na konstrukcji bez podszewki, dzięki czemu doskonale nadaje się na cieplejsze dni, a w zimniejsze pozwala nosić się np. ze swetrem pod spodem. Każdy entuzjasta elegancji dostrzeże także wąskie rękawy w marynarce (to MTM i trochę przesadziłem ;), ALE wygląda świetnie!). Ten garnitur jest trochę bardziej formalny niż zestaw koordynowany z #MGOP2, ale mniej formalny niż granatowy garnitur z #MGOP3. Nie planuje nosić go z koszulą na spinki i rękawy nie muszą uwzględniać mankietów francuskich w swojej szerokości. Wąskie rękawy to szczególnie dobry trick dla mężczyzn krępych, ponieważ zwiększają one „okna” pomiędzy korpusem a ramieniem, dodając jednocześnie smukłości noszącemu. Postawiłem także na utrzymanie właściwej mojemu stylowi tradycji noszenia spodni na szelki. Kiedyś spodnie te pozwalały mi maskować brzuszek, a dzisiaj kiedy jestem w lepszej formie, dalej bardzo je lubię i z przyjemnością spoglądam w lustro na wysoką talię, która wydłuża nogi i skraca nieco mój „masywny (nie tylko) optycznie” korpus, nadając mojej sylwetce bardziej harmonijne proporcje.

IMG_6826

RÓŻ NIE JEST MI STRASZNY

Każde założenie granatowego garnituru jest także wspaniałą okazją do noszenia różowej koszuli, która komponuje się z nim równie dobrze jak z garniturem szarym i grafitowym. Różowy to – obok białego i błękitnego – jeden z najbardziej klasycznych kolorów koszulowych i prawdziwy facet nie powinien mieć absolutnie żadnych powodów, żeby się go obawiać. Aby dopasować się do obniżonej formalności garnituru, wybrałem koszulę półformalną z mankietami na guziki i kołnierzykiem półwłoskim – moim ulubionym.

KRAWAT

IMG_6911

Skoro mam już garnitur z wzorem i różową koszulę, krzykliwy krawat nie jest mi potrzebny. Zauważyłem ostatnio, że coraz bardziej podobają mi się zestawy oparte na spójności kolorów, a nie kontrastach. Zestawy takie są bardzo trudne do skomponowania, ponieważ wymagają wykrzesania pewnej złożoności z dość podobnych do siebie elementów. Trzeba być bardzo ostrożnym, aby nie stworzyć przypadkiem zestawu monochromatycznego, który wygląda, jakby w sposób banalny utworzony był z jednej tkaniny. Jeśli to jednak się uda, efekty mogą być bardziej niż zadowalające. To dlatego wybrałem stonowany krawat w tonacjach granatów i grafitów z mikrowzorem widocznym tylko z bliska.

 

POSZETKA

IMG_6922

„Kropką nad i” jak zwykle jest poszetka, którą tym razem również trochę się pobawiłem. Zamiast najczęściej noszonego przeze mnie złożenia TV fold, postawiłem na mountain fold, który z klasycznej i konserwatywnej białej poszetki czyni nieco bardziej ekstrawagancki dodatek, z którym w zestawach półformalnych czuje się równie dobrze.

BUTY

IMG_6756

Jak wiecie z poprzednich wpisów, moje ulubione buty to zamszowe brogsy i noszę je praktycznie zawsze kiedy mogę. Doskonale pasują do sportowego garnituru. W zasadzie pobić by je tutaj mogły chyba tylko zamszowe loafersy. Niestety nie znam jeszcze modelu na takim kopycie, które by mi odpowiadało 🙁

Co dalej?

Niżej zamieszczam spis kolejnych postów w #MGOP. Nie zapomnijcie polajkować mojego Fejsa i IG, żeby nie przegapić najnowszych wpisów 😀

  1. Kwiecień 1
    Ubrania po godzinach – marynarka casualowa i chino 
  2. Kwiecień 2
    W pracy na luzie: Blezer z wełny Escorial i nowy szablon spodni na szelki
  3. Maj 1
    Daily business 1 – granatowy garnitur 
  4. Maj 2
    Aktywny weekend – Marynarka casualowa w kratę i chino
  5. Maj 3
    Daily business 2 – garnitur w kratę
  6. Czerwiec 1
    Wyglądać dobrze latem – beżowa marynarka casualowa
  7. Czerwiec 2
    Biuro latem – garnitur biznesowy bez podszewki
  8. Lipiec 1
    Marynarka klubowa – ubranie dla odważnych
  9. Lipiec 2
    Biznes latem – garnitur z kid mohair
  10. Sierpień 1
    Weekend latem na luzie – lniana marynarka
  11. Sierpień 2
    Kiedy jest chłodno, ale nie zimno – trencz bespoke
  12. Wrzesień 1
    Progresywna elegancja – dwurzędowa marynarka sportowa 
  13. Wrzesień 2
    Biuro jesienią i zimą – MTM Garnitur z flaneli
  14. Październik 1
    Brytyjski styl – marynarka tweedowa
  15. Październik 2
    Kiedy jest naprawdę zimno – Granatowy Chesterfield
  16. Listopad 1
    Biznes z najlepszymi – dwurzędowy granatowy garnitur
  17. Listopad 2
    Sportowa elegancja jesienią – szara marynarka
  18. Grudzień 1
    Płaszcz dla najlepszych – Polo Coat 
  19. Grudzień 2
    Sylwester z klasą – jedwabny smoking

I to jeszcze nie wszystko…

MORSKIE OPOWIEŚCI

Ciągnie mnie do morza. Moim celem jest zdobycie uprawnień jachtowego sternika morskiego, które pozwolą mi – po osiągnięciu odpowiedniego poziomu umiejętności – na samodzielną żeglugę wraz z żoną i przyjaciółmi, np. latem po Adriatyku. Mój plan jest prosty i obejmuje przemieszczanie się jachtem po włoskim lub chorwackim wybrzeżu, z mariny do mariny i z restauracji do restauracji, i potem ewentualnie z baru do baru, i jeszcze do kilku barów. Niestety żeglarstwo to jeden z najniebezpieczniejszych sportów na świecie i zdaję sobie sprawę, że między mną, a moją idylliczną wizją przyszłości na jachcie jest jeszcze sporo pracy. Pracy, przed którą bynajmniej nie planuję się uchylać. Już kilka miesięcy temu zdecydowałem się wziąć udział w rejsie na polskim żaglowcu Fryderyk Chopin. Na przestrzeni 6 dni przepłynąłem jako załogant tego pięknego brygu (dwa maszty z żaglami rejowymi i żagiel gaflowy) XXX mil morskich. Oczywiście żegluga na „tall shipie” to coś zupełnie innego niż amatorska żegluga jachtem z najpopularniejszym na świecie slupem (grot i fok), ALE zrobiłem to ponieważ chciałem mieć punkt odniesienia i lepsze zrozumienie dot. tego, gdzie dokładnie jest zlokalizowany mój cel w świecie żeglarstwa.

IMG_7086

Wracając jednak do Chopina! Życie na żaglowcu było całkowitym oderwaniem od mojej codzienności. Zostałem członkiem wachty piastującej opiekę nad (płynącym) statkiem w godzinach 8-12 (dwa razy w ciągu doby). Jedną z rzeczy, które są już mi obce od bardzo dawna, była konieczność podporządkowania się starszemu wachty i oficerowi, co na szczęście przyszło mi z łatwością (nawet w obliczu faktu, że mój przełożony miał 19 lat 😉 –> Pozdrowienia Kacper!). IMG_7320

Rejs był według mnie niezwykle „fartowny”, ponieważ udało nam się liznąć niemal wszystkiego: szliśmy pod żaglami w mocnym wietrze, w deszczu, w słońcu, na silniku, w ciągłym przechyle i w nocy. Po drodze weszliśmy do Göteborga i spędziliśmy tam przyjemny dzień, a w morzu spotkaliśmy nawet morświna 😀

Dostosowanie się do nowych warunków życia wymagało także pewnej elastyczności. Teraz wiem już jak trudno jest wziąć prysznic (nie mówiąc o korzystaniu z toalety) w mocnym przechyle na rozbujanym statku. Problemy te dotyczą też spania w kajucie – w przechyle na prawo, załoganci śpiący po prawej stronie statku śpią na burcie, a ci z lewej wylatują z łóżek 😉 Walka z przechyłem trwa także w kambuzie (kuchni) gdzie trzeba bardzo mocno trzymać swój talerz z zupą albo herbatę jeśli marzy się o jej dokończeniu. Swoją drogą jedzenie na statku to coś niesamowitego. Na pokładzie był wspaniały kuk (kucharz), który przypomniał mi polskie smaki dzieciństwa, zakurzone w mojej pamięci w natłoku wydarzeń i lekkim zachłyśnięciu humusami i innymi burgerami. Po dniu spędzonym na brasowaniu (wybieraniu lin), trzymaniu kursu czy klarowaniu żagli, rosół, schabowy albo gulasz wołowy mogą okazać się najbardziej wzruszającymi smakami miesiąca 😀 Coś niezwykłego!

Bawiłem się doskonale i wróciłem bardzo zmotywowany do dalszego rozwoju w żeglarstwie. Na morze wracam już z początkiem sierpnia, kiedy to wraz z grupą kilku innych śmiałków ruszę na pokładzie jachtu Bavaria 44 na legendarną dla miłośników whisky wyspę Islay <3 Tymczasem żeglarzom życzę stopy wody pod kilem a tym, którzy jeszcze się wahają, czy zacząć uczyć się sztuki żeglowania, przesyłam pozdrowienia i zachęcam do wejścia do tego pięknego świata i załączam obrazek z zachodu słońca na Morzu Północnym.

FullSizeRender

 

A co w sporcie?

Z uwagi na opóźnienie w publikacji postów #MGOP poniższy materiał jest lekko przeterminowany i dotyczy pierwszego tygodnia czerwca. Niemniej napisałem go od razu po powrocie z maty, emocje w nim zawarte są prawdziwe i mam nadzieję, że też Was zainteresuje 🙂 

Założyłem, że w 2017 wystartuję pięć razy i ze zdumieniem zdałem sobie właśnie sprawę, ze 4 starty mam już za sobą. Muszę powiedzieć, że nauczyłem się naprawdę dużo i jestem bardzo dumny ze swoich (amatorskich, bo amatorskich, ale jednak…) osiągnięć! Pierwszy nieudany start w No-Gi pokazał mi, że nie można walczyć protekcjonalnie. Szukałem w sobie odwagi, żeby atakować z większą zaciętością, co w kolejnych zawodach zakończyło się poddaniem w drugiej walce i srebrem w klasyfikacji ogólnej. Rezultat Pucharu Polski w Koninie przerósł moje najśmielsze oczekiwania ponieważ tam po wygraniu dwóch walk i przegraniu trzeciej, po raz kolejny stanąłem na pudle – tym razem z brązem. W tych zawodach wystartowałem także w kategorii wagowej -94,3 kg, co wymagało ode mnie robienia wagi przed startem, ale pokazało mi także, że będąc „na topie” wagowym kategorii, czuje się silny. W kolejnych zawodach wróciłem jednak do kategorii -100,5kg, ponieważ w weekend dzielący oba starty byłem na weselu znajomych w Mediolanie i spodziewałem się, że z Włoch szczuplejszy raczej nie wrócę (i nie żałuję!). Na wagę wniosłem 96,400kg w gi (w kimonie), co oznaczało, że mam jeszcze ponad 4kg zapasu. Niestety oznaczało to także, że moi przeciwnicy byli znacznie wyżsi ode mnie. Oprócz tego, w dzień zawodów obudziłem się nękany alergią z katarem i kaszlem. Czułem, że nie mogę nie iść, bo to jak dezercja, ale czułem też, że nie mam szans nic tam ugrać. ALE! Po wejściu na matę wstąpił we mnie prawdziwy dzik i udało mi się stoczyć tę walkę dokładnie tak, jak bym sobie życzył! Oczywiście jestem białym pasem, więc moje umiejętności są skromne, ALE wykorzystałem je prawie w całości! Udało mi się z uporem iść do nogi przeciwnika, obalić go, przejść mu gardę, zdobyć dosiad (niezbyt pięknie, ale jednak) i utrzymać go w pełnej kontroli wygrywając na punkty 9:0! Oto jak było…

Pierwsza walka

18813827_765019323657279_4420656774843795806_n

W kolejnej walce niestety uległem zawodnikowi z Olsztyna. Gość pięknie zapiął mi duszenie trójkątne i tym samym sprawił, że już nigdy nie będę odpinał gardy, wkładając rękę za swoje plecy. Oczywiście uznaję wyższość przeciwnika, natomiast do siebie mam trochę pretensji, ponieważ kiedy wchodziłem na matę ze świadomością, że mam już brąz, straciłem to poczucie, że muszę wygrać. A jak powiedział Muhhamad Ali:

Champions are made from something they have deep inside them – a desire, a dream, a vision. They have to have last-minute stamina, they have to be a little faster, they have to have the skill and the will.

I tej woli trochę mi zabrakło. Na treningach odklepuję duszenia dopiero, kiedy widzę gwiazdki, a podczas walki pojawiło mi się przed oczami podium, pojawiła się wymówka, że jestem w nienajlepszej formie i poddałem się. Jestem na siebie o to trochę zły i postanowiłem, że wrócę mocniejszy w piątym starcie, który jednak odbędzie się dopiero jesienią. Tym razem to ja planuję poddawać innych 😀 A teraz obejrzyjcie tę przegraną walkę.

Druga walka

Mój bilans po startach z tego roku to 4-4 😀

A tak było na pudle!
18881960_765106796981865_3190626583471471914_n

Oprócz tego, żona zachęciła mnie także do zapisania się na yogę. Ponieważ trenuję w tej chwili BJJ 4-5 x w tygodniu, nie wiem jeszcze kiedy dokładnie będę ją ćwiczyć, ale byłem już na dwóch sesjach? (treningach?) i było naprawdę nieźle. Niektóre elementy są dla mnie proste, dzięki przeszłości w kickboxie i breakdancie, ale inne są naprawdę skomplikowane i wymagać będą ode mnie dużo pracy…

18835624_765405553618656_8428509227653618654_n-2

ALE moje ogólna forma jest w tej chwili nienajgorsza! Ważę 92kg (ale zbliża się długi weekend i wyjazd do Bordeaux na targi…) i myślę o dalszej redukcji (tylko nie mięśni). Oczywiście kulturystyka i ciężary nie pomagają za bardzo w BJJ, ALE przechodząc przez siłownię, jakoś nie mogę się powstrzymać od kilku serii na to czy tamto, ze względu na stare czasy. Moje mięśnie są w sumie dość responsywne i szybko się odbudowują. Byle za mocno nie rosły!